320 MHz: co naprawdę daje podwojenie szerokości kanału?

Najprostszy sposób na większą przepustowość: dać transmisji więcej miejsca

W poprzednim artykule przyglądaliśmy się 4096-QAM, czyli próbie przesłania większej liczby bitów bez zwiększania szerokości kanału. Zamiast przyspieszać symbole, zwiększamy liczbę możliwych stanów modulacji i dzięki temu jeden symbol może reprezentować więcej informacji. Problem polega na tym, że wraz z zagęszczaniem konstelacji szybko rosną wymagania dotyczące SNR, EVM i jakości całego toru RF.

Istnieje jednak znacznie bardziej bezpośredni sposób zwiększenia przepustowości: zwiększenie szerokości pasma.

Wi-Fi 5 i Wi-Fi 6 mogły korzystać z kanałów o szerokości do 160 MHz. Wi-Fi 7, czyli IEEE 802.11be, zwiększa maksymalną szerokość kanału do 320 MHz.

Kanał 320 MHz w Wi-Fi 7 – porównanie szerokości pasma 160 i 320 MHz

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się banalna. Skoro przez kanał 160 MHz możemy przesłać określoną ilość danych, to kanał 320 MHz powinien pozwolić przesłać ich mniej więcej dwa razy więcej.

I w dużej mierze rzeczywiście tak jest.

Przy tej samej efektywności widmowej, liczbie strumieni przestrzennych i podobnych pozostałych parametrach PHY podwojenie dostępnego pasma daje w przybliżeniu dwukrotny wzrost PHY rate. Nie trzeba zagęszczać konstelacji ani próbować upchnąć większej liczby bitów w pojedynczym symbolu. Po prostu wykorzystujemy większy fragment widma.

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy zbudować radio, które ma rzeczywiście obsłużyć taki kanał.

Dlaczego większe B oznacza większe C?

Podstawową zależność pomiędzy szerokością pasma a maksymalną teoretyczną przepustowością kanału opisuje twierdzenie Shannona-Hartleya:

C = B · log2(1 + S/N)

gdzie C oznacza pojemność kanału, B jego szerokość pasma, a S/N stosunek mocy sygnału do mocy szumu.

Jeżeli na chwilę założymy, że SNR pozostaje bez zmian, zależność od B jest liniowa. Zwiększenie szerokości kanału ze 160 do 320 MHz daje więc dwukrotnie większą teoretyczną pojemność.

To bardzo atrakcyjna metoda skalowania.

W poprzednim artykule widzieliśmy, że zwiększenie liczby bitów symbolu z 10 do 12 wymaga przejścia z 1024 do aż 4096 stanów QAM. Zyskujemy tylko 20% więcej bitów na symbol, a wymagania dotyczące jakości sygnału znacząco rosną.

Przy szerokości kanału sytuacja wygląda znacznie lepiej: 160 → 320 MHz oznacza 100% więcej pasma.

Dlatego właśnie szerokość kanału jest jednym z najpotężniejszych mnożników przepustowości PHY.

Nie jest jednak mnożnikiem darmowym, ponieważ założyliśmy przed chwilą coś bardzo istotnego: że SNR pozostanie taki sam.

W rzeczywistym odbiorniku nie musi.

Dwa razy szerszy kanał zbiera dwa razy więcej szumu

W poprzednim artykule pojawiło się równanie opisujące moc szumu termicznego:

Pn = kTB

gdzie k jest stałą Boltzmanna, T temperaturą, a B szerokością pasma.

Warto wrócić do niego właśnie przy 320 MHz, ponieważ bardzo dobrze pokazuje cenę poszerzania kanału.

Jeżeli zwiększymy B ze 160 do 320 MHz, przy tej samej temperaturze całkowita moc szumu termicznego obserwowana w tym paśmie również wzrośnie dwukrotnie.

W skali logarytmicznej:

10 log10(2) ≈ 3 dB

Podwojenie szerokości pasma podnosi więc zintegrowany poziom szumu o około 3 dB.

To nie oznacza, że kanał 320 MHz jest z definicji gorszy od 160 MHz. Oznacza natomiast, że porównując dwa systemy przy tej samej całkowitej mocy sygnału, nie możemy zakładać, że dwukrotnie szerszy odbiornik będzie miał identyczny SNR.

W praktyce dochodzi jeszcze noise figure rzeczywistego odbiornika oraz ograniczenia regulacyjne związane z mocą całkowitą i gęstością widmową mocy. Dlatego zależność między szerokością kanału, mocą nadawania i osiągalnym SNR jest bardziej złożona niż proste „podwajamy pasmo, więc podwajamy prędkość”.

To pierwszy ważny kompromis 320 MHz: więcej pasma daje więcej miejsca na dane, ale odbiornik integruje również szum z większego zakresu częstotliwości.

320 MHz nie oznacza jednej ogromnej „rury” radiowej

Określenie „kanał 320 MHz” może sugerować, że Wi-Fi tworzy jeden gigantyczny strumień zajmujący całe 320 MHz. Architektura OFDM działa jednak inaczej.

Szeroki kanał jest podzielony na dużą liczbę ortogonalnych podnośnych. Każda z nich przenosi własne symbole modulacji, a cały przebieg czasowy powstaje poprzez IFFT po stronie nadajnika. Odbiornik wykonuje operację odwrotną za pomocą FFT.

Dzięki temu poszerzenie kanału nie oznacza, że pojedyncza podnośna musi przesyłać dane dwa razy szybciej. Zwiększamy przede wszystkim liczbę dostępnych zasobów częstotliwościowych.

Można spojrzeć na to jak na rozbudowę autostrady. Nie próbujemy zmusić samochodów, żeby jechały dwa razy szybciej. Budujemy więcej pasów i dzięki temu w tym samym czasie może przejechać więcej pojazdów.

To fundamentalnie inny sposób zwiększania przepustowości niż 4096-QAM.

Wyższy QAM próbuje umieścić więcej informacji w pojedynczym zasobie. Szerszy kanał daje nam więcej zasobów równolegle.

Dlatego oba mechanizmy mogą być stosowane jednocześnie. Kanał 320 MHz dostarcza więcej podnośnych, a 4096-QAM pozwala na odpowiednich podnośnych reprezentować większą liczbę bitów jednym symbolem.

Jeżeli dołożymy do tego kilka strumieni przestrzennych MIMO, otrzymujemy trzy różne sposoby skalowania PHY jednocześnie: w częstotliwości, modulacji i przestrzeni.

Dlaczego 320 MHz potrzebowało pasma 6 GHz?

Problem z bardzo szerokimi kanałami nie polega wyłącznie na elektronice. Trzeba jeszcze znaleźć dla nich miejsce.

Pasmo 2,4 GHz jest zbyt wąskie, aby praktycznie myśleć o kanałach 320 MHz. W 5 GHz sytuacja jest lepsza, ale widmo jest podzielone na zakresy, występują ograniczenia regulacyjne i mechanizmy współdzielenia pasma z innymi systemami, takie jak DFS.

Dopiero udostępnienie pasma 6 GHz stworzyło przestrzeń, w której bardzo szerokie kanały Wi-Fi zaczęły mieć praktyczny sens.

Warto jednak uważać na często spotykane stwierdzenie, że „w paśmie 6 GHz mamy trzy kanały 320 MHz”. Jest ono prawdziwe tylko dla odpowiednio szerokiego przydziału widma.

W pełnym zakresie 5925–7125 MHz, czyli 1200 MHz widma, plan kanałów pozwala wykorzystać trzy niepokrywające się kanały 320 MHz.

Nie wszystkie regiony świata udostępniły jednak dla Wi-Fi cały ten zakres. Jeżeli regulator przeznacza mniejszą część 6 GHz dla sieci bezprzewodowych, możliwości tworzenia niezależnych kanałów 320 MHz również są mniejsze.

To bardzo ważne z punktu widzenia projektowania sieci: obsługa 320 MHz przez urządzenie nie oznacza automatycznie, że wszędzie będziemy mogli efektywnie korzystać z kanału tej szerokości.

Szeroki kanał jest szybki, dopóki widmo jest czyste

Załóżmy, że access point znajduje idealny, wolny kanał 320 MHz. W takim przypadku sytuacja jest bardzo korzystna: mamy ogromny ciągły fragment widma i możemy wykorzystać go do transmisji.

W rzeczywistej sieci szerokie pasmo zwiększa jednak prawdopodobieństwo, że gdzieś wewnątrz niego pojawi się inna transmisja.

Kanał 320 MHz obejmuje przecież zasób odpowiadający szesnastu kanałom 20 MHz.

Im większy obszar widma próbujemy zająć jednocześnie, tym większa szansa, że przynajmniej jego fragment będzie zajęty lub zakłócony.

W starszym, mniej elastycznym modelu prowadzi to do nieprzyjemnego kompromisu. Możemy wybrać węższy kanał i zrezygnować z części potencjalnej przepustowości albo próbować korzystać z szerokiego kanału, którego dostępność będzie ograniczana przez aktywność innych sieci.

Właśnie dlatego 320 MHz nie można analizować w oderwaniu od innych mechanizmów Wi-Fi 7.

Jednym z nich jest preamble puncturing.

Zamiast traktować zakłócony fragment szerokiego kanału jako powód do rezygnacji z całego zasobu, można w określonych konfiguracjach „wyciąć” zajętą część widma i nadal transmitować na pozostałych fragmentach.

To dobry przykład tego, jak jedna funkcja Wi-Fi 7 tworzy potrzebę dla kolejnej. Kanał 320 MHz daje ogromny potencjał, ale jednocześnie zwiększa koszt znalezienia w pełni czystego widma. Puncturing pomaga wykorzystać szeroki kanał także wtedy, gdy nie jest on idealny.

Dwa razy szersze pasmo oznacza trudniejszy tor analogowy

Do tej pory patrzyliśmy głównie na widmo i OFDM. Teraz możemy zejść poziom niżej, do układu scalonego.

Tor RF dla kanału 320 MHz musi zachować odpowiednie parametry w znacznie szerszym zakresie częstotliwości niż tor pracujący z kanałem 160 MHz.

Filtry muszą zapewnić odpowiednią charakterystykę w całym używanym paśmie. LNA musi utrzymać odpowiednie wzmocnienie i noise figure. Mixer musi zachować wymagane parametry, a odpowiedź amplitudowa i fazowa całego toru musi być wystarczająco przewidywalna, żeby możliwa była jej korekcja.

Szczególnie interesujący jest problem płaskości charakterystyki.

Idealny tor miałby takie samo wzmocnienie i przesunięcie fazowe dla wszystkich interesujących częstotliwości. Rzeczywisty układ analogowy zawsze ma pewną charakterystykę częstotliwościową.

Im większy zakres częstotliwości chcemy obsłużyć jednocześnie, tym trudniej utrzymać odpowiednie parametry na całej jego szerokości.

Oczywiście OFDM jest dobrze przygotowany na kanał, którego charakterystyka zmienia się z częstotliwością. Odbiornik estymuje odpowiedź kanału i koryguje poszczególne podnośne. Nie oznacza to jednak, że niedoskonałości sprzętu przestają mieć znaczenie. Korekcja cyfrowa ma swoje granice, a analogowy front-end nadal musi dostarczyć sygnał o odpowiedniej jakości.

320 MHz zwiększa więc nie tylko przepustowość. Zwiększa również obszar częstotliwości, w którym cały tor RF musi spełniać wymagania.

ADC i DAC również muszą nadążyć

Po stronie nadajnika cyfrowy przebieg musi zostać zamieniony na sygnał analogowy przez DAC, a po stronie odbiornika ADC musi zamienić sygnał analogowy na próbki cyfrowe.

Twierdzenie Nyquista daje nam podstawową wskazówkę: aby reprezentować sygnał ograniczony do pasma B w klasycznym modelu pasmowym, potrzebujemy odpowiednio wysokiej częstotliwości próbkowania. W praktycznym transceiverze dokładne wymagania zależą od architektury konwersji, filtracji i nadpróbkowania, ale jedna zależność pozostaje oczywista: większe pasmo oznacza większą ilość danych do przetworzenia w jednostce czasu.

To wpływa nie tylko na ADC i DAC.

Więcej próbek musi przejść przez kolejne bloki cyfrowe. Rosną wymagania dotyczące przepustowości wewnętrznych magistral, pamięci i jednostek DSP. Większe transformacje FFT/IFFT wymagają większej liczby operacji, a całość musi działać w czasie rzeczywistym dla wielu strumieni MIMO.

Jeżeli access point obsługuje kilka torów przestrzennych, problem się multiplikuje. Każdy aktywny łańcuch odbiorczy może generować szeroki strumień próbek, który trzeba zsynchronizować, przetworzyć i wykorzystać do estymacji kanału oraz demodulacji.

Dlatego przejście ze 160 do 320 MHz jest również zmianą w architekturze cyfrowej układu.

Nie wystarczy „poszerzyć filtr”.

Czy 320 MHz oznacza dwa razy szybszy Internet?

Nie zawsze.

Kanał 320 MHz może w przybliżeniu podwoić maksymalną przepustowość PHY względem 160 MHz przy porównywalnych pozostałych parametrach. Nie oznacza to jednak automatycznie dwukrotnego wzrostu szybkości widzianej przez aplikację.

Po pierwsze, PHY rate nie jest tym samym co użyteczny throughput. Część czasu antenowego zajmują preambuły, ramki sterujące, potwierdzenia, procedury dostępu do medium i inne elementy protokołu.

Po drugie, klient również musi obsługiwać odpowiednią szerokość kanału. Access point z radiem 320 MHz nie sprawi, że starszy klient obsługujący maksymalnie 80 MHz nagle zacznie korzystać z całego pasma.

Po trzecie, potrzebne są odpowiednie warunki radiowe. Jeżeli poszerzenie kanału pogorszy efektywny SNR lub zwiększy ekspozycję na interferencje, urządzenie może być zmuszone do zastosowania niższego MCS. Część zysku wynikającego z większej szerokości zostanie wtedy utracona.

Po czwarte, istnieje reszta infrastruktury. Kilkugigabitowy PHY Wi-Fi wymaga odpowiednio szybkiego Ethernetu, switcha, procesora access pointa i źródła danych. Łącze internetowe 1 Gb/s pozostanie łączem 1 Gb/s niezależnie od tego, czy radio zestawi połączenie z PHY rate 2, 5 czy 10 Gb/s.

Dlatego 320 MHz należy traktować jako zwiększenie potencjalnej pojemności interfejsu radiowego, a nie obietnicę dwukrotnie szybszego pobierania każdego pliku.

320 MHz może być mniej opłacalne niż 160 MHz

To brzmi paradoksalnie, ale w niektórych sieciach węższy kanał może być lepszym wyborem.

Wyobraźmy sobie środowisko z wieloma access pointami.

Jeżeli każdy z nich próbuje wykorzystać kanał 320 MHz, liczba niezależnych fragmentów widma dostępnych do planowania sieci szybko maleje. Sąsiednie AP częściej muszą współdzielić ten sam zasób częstotliwościowy, a więc rośnie znaczenie contention i ponownego wykorzystania kanałów.

W takim środowisku dwa AP pracujące na różnych kanałach 160 MHz mogą zapewnić całemu systemowi lepszą wydajność niż dwa AP próbujące współdzielić ten sam kanał 320 MHz.

To ważna różnica pomiędzy maksymalną przepustowością pojedynczego linku a pojemnością całej sieci.

Kanały 320 MHz są szczególnie atrakcyjne tam, gdzie mamy dużo dostępnego widma, niewielką liczbę konkurujących sieci i urządzenia potrzebujące bardzo wysokiej chwilowej przepustowości. W gęstych wdrożeniach projektant może świadomie wybrać 80 lub 160 MHz, żeby zwiększyć możliwość ponownego wykorzystania częstotliwości.

Najszerszy dostępny kanał nie jest więc automatycznie najlepszym kanałem.

To kolejny przykład tego, jak Wi-Fi 7 odchodzi od prostego myślenia „większa liczba = lepiej”.

320 MHz daje również coś więcej niż przepustowość

Szerokie pasmo ma jeszcze jedną ciekawą właściwość: poprawia rozdzielczość czasową sygnału.

W dużym uproszczeniu zdolność rozróżniania zdarzeń w dziedzinie czasu jest odwrotnie związana z dostępnym pasmem:

Δt ~ 1/B

Im większe B, tym dokładniej można analizować czas propagacji sygnału.

Ma to znaczenie w systemach wykorzystujących Wi-Fi również do określania odległości i położenia. Większa szerokość pasma może poprawić dokładność metod opartych na pomiarze czasu propagacji.

Pokazuje to szerszą zasadę radiokomunikacji: pasmo jest zasobem nie tylko dla przepustowości. Określa również, jak dużą rozdzielczość czasową może mieć transmitowany sygnał.

320 MHz to potężny mnożnik, ale nie darmowy

Na poziomie specyfikacji przejście ze 160 do 320 MHz wygląda wyjątkowo prosto. Podwajamy szerokość kanału i otrzymujemy możliwość przesłania w przybliżeniu dwukrotnie większej ilości informacji przy tej samej efektywności widmowej.

Z punktu widzenia projektanta systemu lista konsekwencji jest jednak znacznie dłuższa.

Szerszy odbiornik zbiera więcej szumu. Tor RF musi zachować odpowiednią jakość w większym zakresie częstotliwości. ADC i DAC muszą obsłużyć większe pasmo, a cyfrowy baseband przetworzyć większą ilość danych. Potrzebujemy również odpowiednio szerokiego fragmentu widma, a im większy kanał zajmujemy, tym większe prawdopodobieństwo, że jego część będzie wykorzystywana przez kogoś innego.

Właśnie dlatego 320 MHz działa najlepiej nie jako samodzielna funkcja, ale jako część większej architektury Wi-Fi 7. Puncturing pozwala radzić sobie z zajętymi fragmentami szerokiego kanału, Multi-RU poprawia sposób wykorzystania dostępnych zasobów, a MLO pozwala spojrzeć jeszcze szerzej i przestać traktować pojedynczy kanał jako jedyny zasób transmisyjny.

Kanał 320 MHz nie sprawia więc, że radio po prostu „pracuje dwa razy szybciej”. Daje PHY dwa razy więcej przestrzeni częstotliwościowej, ale wykorzystanie tej przestrzeni wymaga szerszego toru RF, większej mocy obliczeniowej i przede wszystkim odpowiednio czystego widma.

I właśnie ostatni z tych problemów prowadzi nas do kolejnego mechanizmu Wi-Fi 7. Co zrobić, jeśli mamy kanał 320 MHz, ale niewielki fragment znajdujący się w jego środku jest zajęty?

Zamiast rezygnować z całych 320 MHz, możemy spróbować wyciąć tylko problematyczny fragment.

Temu służy Preamble Puncturing — i to będzie kolejny krok w naszej serii.

Ocena artykułu: 4.7
Chcesz o coś zapytać
śląskie opolskie dolnośląskie wielkopolskie łódzkie lubuskie